„[…]
Nie miałam ochoty dłużej brać udziału w tej niezrozumiałej grze. Nie
wiedziałam, kto tak naprawdę rozdaje tu karty, a przede wszystkim nie miałam
pojęcia, komu mogę zaufać […]”.
Sophie marzyła o miłości, tymczasem została
zmuszona do małżeństwa z mężczyzną, którego nie kocha. W tej sytuacji
dziewczyna decyduje się na radykalny krok – ucieka z domu i nie pojawia się na
ślubie. Postanawia zostawić za sobą przeszłość i zacząć wreszcie żyć na
własnych zasadach. Lecz to, co miało być nowym etapem, szybko przeradza się w
prawdziwy koszmar. Wówczas pojawia się ktoś, kto wydobywa ją z piekła. Ktoś,
kto nie zamierza pozwolić jej odejść.
Sophie Reynolds całe życie dostosowywała się
do wymagań matki, niemniej wyjście za mąż wyłącznie dla pieniędzy i skazanie
się na egzystencję w złotej klatce to zbyt wiele. Rozwiązaniem wydawała się
ucieczka, ale w najgorszych myślach nie przypuszczała, jak fatalne będą jej
konsekwencje.
Dyżur Trevora Collinsa, inspektora generalnego
policji w Ashland, właśnie dobiegał końca, gdy odebrał telefon z rozpaczliwą
prośbą o pomoc. Informacje, które uzyskuje od przerażonej Sophie nie
pozostawiają wątpliwości – jej sytuacja jest bardzo zła. Mężczyzna wie, że nie
ma czasu do stracenia, bo z piekła, do którego trafiła, nikt nie wychodzi
żywym.
➻ Jak dotąd Sophie żyje tak jak chcą inni. Ma
zadowolić się bogactwem i mężem, który w ogóle jej nie dostrzega. Lecz ona
marzy o życiu, w którym może być sobą. Może malować i liczyć na prawdziwą
miłość. I patrząc na nią z tej perspektywy należałoby powiedzieć: fajna
dziewczyna. Niestety, dwudziestopięciolatka nie wywarła na mnie dobrego
wrażenia. Już na samym początku pojawił się problem – nieobecność na ślubie.
Niezależnie od tego jak beznadziejny był narzeczony, nie tak należało rozwiązać
tę sytuację. Jednakże jej największą wadą jest bycie nieostrożną i nie
rozsądną. Nie lubię bohaterów, którzy na własne życzenie ściągają na siebie
kłopoty i co gorsza, nie wyciągają żadnych wniosków ze swoich doświadczeń. Właśnie
tak zachowuje się Sophie. Choć rozumiem jej reakcje na pomysły Trevora, nic nie
usprawiedliwia jej nieodpowiedzialności (którą może się „pochwalić” jeszcze
przed spotkaniem inspektora). A że nie jest to jednorazowy błąd, trudno mi
zignorować taką postawę i przekonać się do panny Reynolds.
W głównym duecie
lepiej prezentuje się Trevor, mimo że do nieskazitelnych nie należy. Jest
mroczny, tajemniczy, arogancki i władczy. Poza opisem cech trudno jednak
powiedzieć o nim coś więcej, bo w zasadzie niczego nie wiemy o jego historii.
Niemal całość perypetii policjanta skupia się na relacji z Sophie. W ich
przypadku nietypowy był nie tylko początek znajomości, ale i jej rozwój. Po raz
kolejny natomiast mamy tu jedną wielką tajemnicę. Na pewno Trevor ma jakiś cel
w takim a nie innym podejściu do dwudziestopięciolatki, ale jaki – nie wiadomo.
Jako bohater – jak już wspomniałam – wypada lepiej niż Sophie, aczkolwiek nie
jest to postać, która mocno przypadła mi do gustu. Jest po prostu ok.
Na drugim planie nie ma nikogo, kto by się
wyróżniał.
Okładka – ładna.
Podsumowując: niekiedy trafiam na cykl, w którym pierwszy tom jest jak rozbudowany
wstęp. W przypadku niektórych książek nie jest to dla mnie problematyczne, ale
ta, niestety, do nich nie należy. Co zrozumiałe, wyjaśnienie w całości jakiejś
tajemnicy zasadniczo następuje pod koniec historii, niemniej uważam za
korzystne stopniowe jej ujawnianie. Oczekiwałam więc, że w tej części choć
odrobinę odkryty zostanie sekret, wokół którego zbudowana jest opowieść. Tak
jednak się nie stało. Tekst skupia się na relacji Sophii i Trevora co byłoby
wystarczające, gdyby książka była wyłącznie romansem. A, zważywszy na fabułę –
o sam romans nie chodzi. Przemilczenie jakichkolwiek szczegółów tajemnicy
stanowi dla mnie jeden z dwóch głównych minusów książki. Drugim jest
nierozsądna Sophii. Jak już zaznaczyłam – nie lubię bohaterek, które tak
bezrefleksyjnie podchodzą do życia, mimo doświadczonego niebezpieczeństwa. Za
plus uznaję z kolei pomysł na postać Trevora jako nietypowego szefa policji.
Zważywszy jednak na to, że jego motywy są nieznane, uważam, że część jego
postępowania jest przejaskrawiona. Zaletą jest też styl autorki – w efekcie
powieść szybko się czyta. Cóż więcej mogę dodać? Chciałabym podzielać pozytywne
opinie, jakie na temat tej publikacji mają inni czytelnicy. Niestety, ja mam
mieszane uczucia. Przypuszczam, że rozwój historii w kolejnym tomie (lub
tomach) może być naprawdę ciekawy, ale na ten moment perypetie Trevora i Sophie
nie wywarły na mnie szczególnego wrażenia.
„[…] Ten mężczyzna był połączeniem skrajnych przeciwności. Jednocześnie wabił i przerażał. Miałam wrażenie, że swoim spojrzeniem wdzierał się do mojej duszy […]”.
Na Instagramie
Gdzie kupić?


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz