29.03.2026

"Nie pozwól mi zniknąć" - Aleksandra Witkowska

 
„[…] Nie miałam ochoty dłużej brać udziału w tej niezrozumiałej grze. Nie wiedziałam, kto tak naprawdę rozdaje tu karty, a przede wszystkim nie miałam pojęcia, komu mogę zaufać […]”.
 
  Sophie marzyła o miłości, tymczasem została zmuszona do małżeństwa z mężczyzną, którego nie kocha. W tej sytuacji dziewczyna decyduje się na radykalny krok – ucieka z domu i nie pojawia się na ślubie. Postanawia zostawić za sobą przeszłość i zacząć wreszcie żyć na własnych zasadach. Lecz to, co miało być nowym etapem, szybko przeradza się w prawdziwy koszmar. Wówczas pojawia się ktoś, kto wydobywa ją z piekła. Ktoś, kto nie zamierza pozwolić jej odejść.

  Sophie Reynolds całe życie dostosowywała się do wymagań matki, niemniej wyjście za mąż wyłącznie dla pieniędzy i skazanie się na egzystencję w złotej klatce to zbyt wiele. Rozwiązaniem wydawała się ucieczka, ale w najgorszych myślach nie przypuszczała, jak fatalne będą jej konsekwencje.
    Dyżur Trevora Collinsa, inspektora generalnego policji w Ashland, właśnie dobiegał końca, gdy odebrał telefon z rozpaczliwą prośbą o pomoc. Informacje, które uzyskuje od przerażonej Sophie nie pozostawiają wątpliwości – jej sytuacja jest bardzo zła. Mężczyzna wie, że nie ma czasu do stracenia, bo z piekła, do którego trafiła, nikt nie wychodzi żywym.

 Jak dotąd Sophie żyje tak jak chcą inni. Ma zadowolić się bogactwem i mężem, który w ogóle jej nie dostrzega. Lecz ona marzy o życiu, w którym może być sobą. Może malować i liczyć na prawdziwą miłość. I patrząc na nią z tej perspektywy należałoby powiedzieć: fajna dziewczyna. Niestety, dwudziestopięciolatka nie wywarła na mnie dobrego wrażenia. Już na samym początku pojawił się problem – nieobecność na ślubie. Niezależnie od tego jak beznadziejny był narzeczony, nie tak należało rozwiązać tę sytuację. Jednakże jej największą wadą jest bycie nieostrożną i nie rozsądną. Nie lubię bohaterów, którzy na własne życzenie ściągają na siebie kłopoty i co gorsza, nie wyciągają żadnych wniosków ze swoich doświadczeń. Właśnie tak zachowuje się Sophie. Choć rozumiem jej reakcje na pomysły Trevora, nic nie usprawiedliwia jej nieodpowiedzialności (którą może się „pochwalić” jeszcze przed spotkaniem inspektora). A że nie jest to jednorazowy błąd, trudno mi zignorować taką postawę i przekonać się do panny Reynolds. 
    W głównym duecie lepiej prezentuje się Trevor, mimo że do nieskazitelnych nie należy. Jest mroczny, tajemniczy, arogancki i władczy. Poza opisem cech trudno jednak powiedzieć o nim coś więcej, bo w zasadzie niczego nie wiemy o jego historii. Niemal całość perypetii policjanta skupia się na relacji z Sophie. W ich przypadku nietypowy był nie tylko początek znajomości, ale i jej rozwój. Po raz kolejny natomiast mamy tu jedną wielką tajemnicę. Na pewno Trevor ma jakiś cel w takim a nie innym podejściu do dwudziestopięciolatki, ale jaki – nie wiadomo. Jako bohater – jak już wspomniałam – wypada lepiej niż Sophie, aczkolwiek nie jest to postać, która mocno przypadła mi do gustu. Jest po prostu ok.
 
   Na drugim planie nie ma nikogo, kto by się wyróżniał.
 
Okładka – ładna.
 
Podsumowując: niekiedy trafiam na cykl, w którym pierwszy tom jest jak rozbudowany wstęp. W przypadku niektórych książek nie jest to dla mnie problematyczne, ale ta, niestety, do nich nie należy. Co zrozumiałe, wyjaśnienie w całości jakiejś tajemnicy zasadniczo następuje pod koniec historii, niemniej uważam za korzystne stopniowe jej ujawnianie. Oczekiwałam więc, że w tej części choć odrobinę odkryty zostanie sekret, wokół którego zbudowana jest opowieść. Tak jednak się nie stało. Tekst skupia się na relacji Sophii i Trevora co byłoby wystarczające, gdyby książka była wyłącznie romansem. A, zważywszy na fabułę – o sam romans nie chodzi. Przemilczenie jakichkolwiek szczegółów tajemnicy stanowi dla mnie jeden z dwóch głównych minusów książki. Drugim jest nierozsądna Sophii. Jak już zaznaczyłam – nie lubię bohaterek, które tak bezrefleksyjnie podchodzą do życia, mimo doświadczonego niebezpieczeństwa. Za plus uznaję z kolei pomysł na postać Trevora jako nietypowego szefa policji. Zważywszy jednak na to, że jego motywy są nieznane, uważam, że część jego postępowania jest przejaskrawiona. Zaletą jest też styl autorki – w efekcie powieść szybko się czyta. Cóż więcej mogę dodać? Chciałabym podzielać pozytywne opinie, jakie na temat tej publikacji mają inni czytelnicy. Niestety, ja mam mieszane uczucia. Przypuszczam, że rozwój historii w kolejnym tomie (lub tomach) może być naprawdę ciekawy, ale na ten moment perypetie Trevora i Sophie nie wywarły na mnie szczególnego wrażenia.
 

„[…] Ten mężczyzna był połączeniem skrajnych przeciwności. Jednocześnie wabił i przerażał. Miałam wrażenie, że swoim spojrzeniem wdzierał się do mojej duszy […]”.


Na Instagramie 


Gdzie kupić?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz