16.01.2026

"Zima, by się nie zakochać" - Morgane Moncomble


„[…] Za każdym razem, gdy robimy krok w przód, zaraz następują dwa w tył. Muszę spojrzeć prawdzie w oczy. Lily i ja jesteśmy mistrzami łyżwiarstwa… ale nie jesteśmy stworzeni, by jeździć razem […]”.
 
  Był niezwykle utalentowanym łyżwiarzem figurowym. I idolem Elizabeth Pham. Możliwość jeżdżenia z Orionem Williamsem w parze była spełnieniem marzeń. Przynajmniej do chwili, gdy faktycznie został jej partnerem. Lily nie tak wyobrażała sobie współpracę z mistrzem. Nie sądziła też, że pogłoski, które o nim słyszała, okażą się tak poważną przeszkodą w wyścigu o zwycięstwo.

  Lily kocha łyżwiarstwo. Jest gotowa na wiele wyrzeczeń w drodze do wyznaczonego celu. Jest też
 przekonana, że Orion dobrze ją zrozumie. Niestety, jej wyobrażenia o idolu mijają się z rzeczywistością. A gdy w końcu udaje się im znaleźć wspólny język i stworzyć zgrany duet, wydarza się coś, co wywraca do góry nogami ich życie.
Prawda jest taka, że tęskni za powrotem na lodowisko. Ciągle jednak podąża za nim przeszłość. To, czego doświadczył, za bardzo go naznaczyło, zarówno w oczach innych jak i jego własnych. I choć nie chce powtórki, ostatecznie rozpoczyna treningi z Lily, fantastyczną łyżwiarką, która poruszyła jego serce...

➻ Książka skupia się na dwóch wątkach. Pierwszym, najważniejszym jest łyżwiarstwo. W tym kontekście Lily daje się poznać jako zdeterminowana, odważna, nie stroniąca od ryzyka. Ewidentnie widać, że ta dyscyplina jest dla niej wszystkim. Orion z kolei zachowuje dystans. Kocha jazdę na lodzie, ale wcześniejsze przeżycia studzą sportowy temperament. Osobiście wolę jego postawę. Jest ona wprawdzie wymuszona przez pewne zdarzenia, niemniej ma w sobie coś dojrzałego i naturalnego. U Lily głód zwycięstwa chwilami przypomina obsesję. Uważam też że, autorka nieco przesadziła z jej odpornością na upadki. Tak, sportowcy są do tego przyzwyczajeni, ale tutaj, mimo krótkich wzmianek o odczuwanym bólu, miałam wrażenie jakby dwudziestodwulatka była robotem, a nie człowiekiem. Nie wspominając już o jej reakcji na epizod, który dla wielu osób byłby niewyobrażalnym ciosem. Drugim wątkiem jest znajomość z Orionem. I o ile jeszcze w ich przyjacielskie relacje byłabym w stanie uwierzyć, o tyle romans w przypadku tej dwójki był sztuczny i nijaki. Ani nie czułam między nimi szczególnej więzi, ani emocji, którymi byliby w stanie mnie ująć.
 
  Wśród bohaterów drugoplanowych można wymienić Jane, brata Lily. Zasadniczo fajny chłopak, ale pojawiające się w tle miłosne perypetie z jego udziałem są tak samo mało porywające, jak sercowe przeżycia siostry. Po prostu kolejny pozbawiony wyrazu wątek.
 
Okładka – może być.
 
Podsumowując: po opisie „Zimy, by się nie zakochać”, nie miałam zbyt wielu oczekiwań. Pierwszy tom był świetny i tylko przez wzgląd na niego zdecydowałam się na lekturę drugiej części. Niestety, tak jak się spodziewałam, przygody Lily wypadły gorzej niż te Lou i Camelii Całość tak naprawdę ratuje wyłącznie wątek łyżwiarski. Poza łyżwiarstwem figurowym, w historii Lily i Oriona nie było niczego interesującego. Patrząc na „Jesień, by ci wybaczyć” wyraźne widać, że autorka potrafi tworzyć wciągającą fabułę i bardzo dobrze wykreować bohaterów i ich miłosną relację. W drugiej odsłonie cyklu tego zabrakło. W efekcie otrzymałam powieść, która nie wywołuje większego wrażenia. To książka do przeczytania i zapomnienia.
 

„[…] Jej ruchy są wdzięczne jak u łabędzia, jest piękna jak kwiat i dysponuje techniką, która zawstydziłaby wielu zawodowców. Nie ma ani jednej wady. To zdecydowanie stanowi problem. Nie chcę zrujnować jej życia. A to nieuchronnie się stanie, jeśli będziemy jeździć w parze […]”.



 
Na Instagramie
 


Gdzie kupić?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz