„[…] Za
każdym razem, gdy robimy krok w przód, zaraz następują dwa w tył. Muszę
spojrzeć prawdzie w oczy. Lily i ja jesteśmy mistrzami łyżwiarstwa… ale nie jesteśmy
stworzeni, by jeździć razem […]”.
Był niezwykle utalentowanym łyżwiarzem
figurowym. I idolem Elizabeth Pham. Możliwość jeżdżenia z Orionem Williamsem w
parze była spełnieniem marzeń. Przynajmniej do chwili, gdy faktycznie został
jej partnerem. Lily nie tak wyobrażała sobie współpracę z mistrzem. Nie sądziła
też, że pogłoski, które o nim słyszała, okażą się tak poważną przeszkodą w
wyścigu o zwycięstwo.
Lily kocha łyżwiarstwo. Jest gotowa na wiele
wyrzeczeń w drodze do wyznaczonego celu. Jest też
przekonana, że Orion dobrze
ją zrozumie. Niestety, jej wyobrażenia o idolu mijają się z rzeczywistością. A
gdy w końcu udaje się im znaleźć wspólny język i stworzyć zgrany duet, wydarza
się coś, co wywraca do góry nogami ich życie.
Prawda jest taka, że tęskni za powrotem na
lodowisko. Ciągle jednak podąża za nim przeszłość. To, czego doświadczył, za
bardzo go naznaczyło, zarówno w oczach innych jak i jego własnych. I choć nie
chce powtórki, ostatecznie rozpoczyna treningi z Lily, fantastyczną łyżwiarką,
która poruszyła jego serce...
➻ Książka skupia się na dwóch wątkach.
Pierwszym, najważniejszym jest łyżwiarstwo. W tym kontekście Lily daje się
poznać jako zdeterminowana, odważna, nie stroniąca od ryzyka. Ewidentnie widać,
że ta dyscyplina jest dla niej wszystkim. Orion z kolei zachowuje dystans.
Kocha jazdę na lodzie, ale wcześniejsze przeżycia studzą sportowy temperament.
Osobiście wolę jego postawę. Jest ona wprawdzie wymuszona przez pewne
zdarzenia, niemniej ma w sobie coś dojrzałego i naturalnego. U Lily głód
zwycięstwa chwilami przypomina obsesję. Uważam też że, autorka nieco
przesadziła z jej odpornością na upadki. Tak, sportowcy są do tego
przyzwyczajeni, ale tutaj, mimo krótkich wzmianek o odczuwanym bólu, miałam
wrażenie jakby dwudziestodwulatka była robotem, a nie człowiekiem. Nie
wspominając już o jej reakcji na epizod, który dla wielu osób byłby
niewyobrażalnym ciosem. Drugim wątkiem jest znajomość z Orionem. I o ile
jeszcze w ich przyjacielskie relacje byłabym w stanie uwierzyć, o tyle romans w
przypadku tej dwójki był sztuczny i nijaki. Ani nie czułam między nimi
szczególnej więzi, ani emocji, którymi byliby w stanie mnie ująć.
Wśród bohaterów drugoplanowych można wymienić
Jane, brata Lily. Zasadniczo fajny chłopak, ale pojawiające się w tle miłosne
perypetie z jego udziałem są tak samo mało porywające, jak sercowe przeżycia
siostry. Po prostu kolejny pozbawiony wyrazu wątek.
Okładka – może być.
Podsumowując: po opisie „Zimy, by się nie zakochać”, nie miałam zbyt wielu
oczekiwań. Pierwszy tom był świetny i tylko przez wzgląd na niego zdecydowałam
się na lekturę drugiej części. Niestety, tak jak się spodziewałam, przygody
Lily wypadły gorzej niż te Lou i Camelii Całość tak naprawdę ratuje wyłącznie
wątek łyżwiarski. Poza łyżwiarstwem figurowym, w historii Lily i Oriona nie
było niczego interesującego. Patrząc na „Jesień, by ci wybaczyć” wyraźne
widać, że autorka potrafi tworzyć wciągającą fabułę i bardzo dobrze wykreować
bohaterów i ich miłosną relację. W drugiej odsłonie cyklu tego zabrakło. W
efekcie otrzymałam powieść, która nie wywołuje większego wrażenia. To książka do
przeczytania i zapomnienia.
„[…] Jej ruchy są wdzięczne jak u łabędzia, jest piękna jak kwiat i dysponuje techniką, która zawstydziłaby wielu zawodowców. Nie ma ani jednej wady. To zdecydowanie stanowi problem. Nie chcę zrujnować jej życia. A to nieuchronnie się stanie, jeśli będziemy jeździć w parze […]”.
Na Instagramie


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz